Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
163 posty 8607 komentarzy

bez kropki

bez kropki - Zwyczajnie. Po ziemi:). Na prosty chłopski rozum baby:). [Grafika pochodzi z galerii obrazów Aleksandra Horopa www.horopgaleria.bloog.pl (za zgodą Autora)]

Sport to zdrowie

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Czyli skąd się wziął sport, po co jest sport wyczynowy i inne takie wydumki - Pink Pantherowi do pamiętnika

 Na blogu, który swoją drogą polecam, a konkretnie tu:

 
padło podszyte nieufnością pytanie o genezę nowoczesnego sportu. Tj. że co tak nagle w XIX w. i akurat w Anglii.
Jako, że nie mam wejścia na salon (a zważywszy pewne okoliczności to nie wiem, czy bym tego wejścia chciała, zresztą babie od chłopa z widłami nawet nie wypada na salonach brylować), to odpowiem na to intrygujące pytanie na własnym blogu.

Na początku był chaos, a potem king-kong i łomotał w klatę, więc inny king-kng musiał mocniej łomotać klatę, żeby się mocniej samicom przypodobać. Rywalizacja między osobnikami jest starsza niż nasz gatunek.

Historii sportu pisać tu nie będę, każdy coś tam kojarzy: gaj Zeusa, golasy biorące udział w Olimpiadach ku czci (Zeusa), z drugiej strony: gladiatorzy, potem uliczni sztukmistrze, sztuczki cyrkowe. No, miały i klasy wyższe swoich zawodników (i zawodniczki!) od łamania podków (Biała Knehini też to podobno potrafiła), podnoszenia koni, przeskakiwania koni będąc w pełnej zbroi i takie tam. Turnieje rycerskie jako forma pra-sportu, a w każdym razie rywalizacji. Mistrzostwo i wyczynostwo (Tell ze swoim jabłkiem) jako część legendy ludowej.
Bardziej wtajemniczeni kojarzą, że każdego królewicza (chyba coś czytałam o Francji) obowiązkowo uczono oprócz innych rzeczy także jazdy konnej i szermierki. Szlachcica zresztą też i do tego nie jest potrzebna żadna lektura, bo szczątki tej wiedzy, jako wiedzy o faktach gdzieś się w społeczeństwie do dziś kołaczą. Koń i szabla to oczywiście przygotowanie do wojska, ale przecież w taki sposób, żeby się chłopięciu krzywda nie stała. A żeby się chłopię nie znudziło, a jednak uporczywie ćwiczyło rękę, to mu (w Anglii czy tam w Szkocji) wymyślono tenis. Podobno taka właśnie jest geneza tenisa – zabawa przysposabiająca ręce do określonego rodzaju pracy, przygotowanie fizyczne pod szermierkę.

No dobra, widać stąd zgrubny podział na zajęcia „klas próżniaczych” (dzielące się z kolei na zabawy i „sporty walki”) oraz rozrywki „klas niższych” (wchodzenie na słup, bule, różne inne hopsztosy wyczyniane dla czystego funu). I tak se to leci przez ciąg stuleci, a tu nagle, bach, piłka nożna i inne temu podobne wymysły przejmują umysły. No i, jak słusznie zauważono u PP, zbiega się to z powstaniem proletariatu, rewolucją przemysłową itp.
I tu Ci powiem Panthero, że:
1. Widziałam trochę książek o sporcie, w tym o historii różnych dyscyplin;
2. Ba! Jest cała wiedza na ten temat, a do tego dochodzi socjologia sportu i parę innych -gji i -izmów. Doktoraty się na tym robi i przypadkiem nawet znam takich doktorów.
3. Co więcej, mam w domu lub bliskim dostępie trochę literatury „z dziedziny”. Tylko wybacz proszę, nie mam czasu jej teraz wertować. W każdym razie ta literatura jest, istnieje sobie, jest jakoś tam dostępna/niedostępna. Jeśli uważasz, że to konieczne, to zrobię kwerendę i dam Ci znać o wynikach. Na początek mam dla Ciebie na żer takie coś:
books.google.pl/books (ups! Czy się dobrze wklei? Chodzi o "IDO ruch dla kuktury" rocznik 2001)

 (tu np. str. 52 - Ziemiński, niżej masz też Szajnę)

4. Mam też swoje własne wnioski z w/w lektury oraz przemyślenia, doświadczenia i obserwacje prywatne, którymi podzielę się na końcu.

A ta historia i rola sportu (te dwa zagadnienia się łączą!) to sprawa wielowymiarowa. No bo tak:
- Że ruch poprawia zdrowie, to wiadomo gdzieś tak od Odrodzenia (patrz „Ruch zastąpi wiele rodzajów leków, ale żaden lek nie zastąpi ruchu.” - Wojciech Oczko, zresztą lekarz);
- Że mięso armatnie trza mieć lepsze niż ościenny „serdecznie zaprzyjaźniony” władca, to się wie samo z siebie. A zatem trzeba owo mięso wyszkolić, a najlepiej, żeby to mięso szkoliło się samo – Tak mi rozum podpowiada, mnie prostej babie, to co dopiero taki np. Frycek przez Prusactwo zwany Wielkim. Nie był chyba idiotą, ani on, ani inny z władców/ich ministrów?
- Że te różne turnieje, durnieje i inne hopsztosy to mocny pijar jest, to też wiadomo było od dawna. Pomijam już nasz najlepszy towar eksportowy, czyli Zawiszę Cz. Ale czy wiesz Panthero, że przed wojną oficer musiał ileś tam lekcji szermierki wziąć w trakcie nauki? Przecież nie walczono już na szable (nie na tym poziomie). Ale chodziło o efekt: wychowawczy, kształtowania charakteru, podnoszenia, a nawet śrubowania WYDOLNOŚCI FIZYCZNEJ i inne takie. Dokładnymi informacjami dysponuje p. dr Gabriel Szajna z Rzeszowa, który jest zresztą kopalnią wiedzy o historii sportu, ze szczególnym uwzględnieniem sportów walki; Jakby Ci się kiedyś nudziło;) (głupi żart, wiem), to się może przeleć po jego publikacjach (na początek).
- Nie pomnę, czy w Dziełach Lenina coś było o sporcie, ale jest faktem niesamowita popularyzacja sportów np. spadochroniarstwa w ZSRR przed wojną. A po wojnie: sporty walki (ale tylko w określonych klubach). Dla pospólstwa zaś – dyscypliny grupowe. Zresztą nie tylko w ZSRR.
I w powyższym zdaniu dochodzę do sedna. Otóż o ile o historii sportów/sportu można sobie poczytać i wyrobić własne zdanie, o tyle moje osobiste obserwacje są następujące:
- Sporty grupowe są usilnie forsowane jako opium dla ludu, żeby cię ciemny lud nie zajmował myśleniem, rządzeniem i głupotami; Zauważ, że za PRLu właśnie sporty grupowe i to kontuzjogenne były forsowane. W ogóle popularność dyscyplin tak szkodliwych dla organizmu jak: piłka nożna, ręczna, koszykówka jest aż zastanawiająca; Tak, to JEST zastanawiające;
- A już najlepiej, żeby ciemny lud za dużo nie ćwiczył sam, bo jeszcze byłby zanadto zdrowy i obrośnięty w mięśnie, a po co komu taki kłopot; Sprawne fizycznie to muszą być „formacje”, a i to nie wszystkie;
- Dla pań są modelki, a dla panów sportowcy –jako obiekty do naśladowania i wpadania w kompleksy; Idealnie obnażył i precyzyjnie opisał to zjawisko Terry Pratchett w „Niewidocznych akademikach”. N.b. nie wiem, czy wywód Pratchetta nie wyczerpuje zagadnienia „po co komu i skąd się wzięły gwiazdorstwo, sporty wyczynowe i histeria olimpijska”. Uzupełnieniem tematu „czemu w Anglii i po co Anglii cały ten sport” jest wątek szkoły w Hugglestones ubocznie opisany w „Prawdzie” tegoż Pratchetta;
- Sport wyczynowy jest dobry, bo daje kasiurę, trzyma ciemny lud w zabobonach i na poziomie rozrywek typu igrzyska, no więc będzie popierany „spontanicznie ukochany” i szlus;
- Sport wyczynowy to nie jest sport, tylko rąbanka ludzka; Trzeba być kretynem, żeby pozwalać na to własnemu dziecku. Natomiast ogólnorozwojówka jest tym, czego brakuje w zasadzie całości społeczeństwa i to by należało: propagować oraz samemu uprawiać. (Ostatnie dwa zdania sobie wytłuść, daj na czerwono, albo zgoła na złoto I ZAPAMIETAJ oraz wprowadź w życie. Bo są oparte na faktach oraz stanowią „być albo nie być w dobrym stanie” dla substancji narodowej.);
- Sztuki walki to osobny temat. Te z nich, które mogą służyć jednocześnie poprawie zdrowia i samoobronności, a przy tym być dostępne dla wszystkich, mają konsekwentnie wiatr w oczy. Kwitną albo te „wyczynowe”, albo zalatujące sekciarstwem.

Tekst powyższy, w którym zwracam się osobiście do Panthera jest oczywiście zaproszeniem dla wszystkich PT czytelników do czytania, komentowania (ale nie obiecuję, że będę na bieżąco odpowiadać, bo lecę na działkę i do innych aktywności, w tym fizycznych - hehe), a zwł. jest reklamą blogu Panthera, co uczciwie, acz nieco bezczelnie oświadczam:).
 

 

 

KOMENTARZE

  • @ Autorka
    Dobry wieczór...

    No to ładnie - pod tym kątem to na to nie patrzyłem. Na WF-ie jak mieliśmy skok przez skrzynię "na tygryska" to kolega powiedział, że to jest po to żeby lepiej skakać przez.... zasieki :-) Jakoś dziwnie wziąłem to sobie do serca i nauczyłem się robić to bez... zaraz, zaraz - rakiety? No tej takiej niby trampoliny (co za pamięć! ;-) ) No bo skąd ją niby wziąć podczas natarcia? :-)))
    Piłka nożna? Czyżby bieg zespołowy przez pole minowe i potem odwrót? Dość makabryczny cel treningu. Chyba odpada.

    Ale biathlon byłby OK dla OT. Trzeba tylko opracować wersję letnią.

    5*

    I dziękuję za naświetlenie tematu sportu z trochę innej strony :-)
  • OLIMPIADA DZIAŁA
    Gryzia już dość dawno, no ponad rok cały, nie pisała na blogu. Ale skuli olimpiady takiego szwungu dostała, że wymodziła notkę sportową.

    Ja też coś o tym i naszej obronności. W naszej (trochę przesadzam) jednostce życie biegło spokojnie, "budulce" pisały trepom konspekty, szkoleń OW nie było, bo jednostka startowała w konkursie Mistrza Gospodarności i leciały równo remonty pomieszczeń, układano chodniki, malowano krawężniki, samochodom malowano opony mieszaniną pasty czarnej do butów ze smalcem, a karoserie ropowano,

    Możliwość zajęcia pierwszego miejsca z dnia na dzień zwiększała się. Żołnierze mieli wypełniony cały dzień pracą, więc im głupoty do głowy nie przychodziły, no poza kupowaniem u babci wódczanej, co to od tyłu jednostki z towarem się zjawiała i koty oraz rezerwa za ostatnie pieniądze kupowała ten środek do dezynfekcji gardła.

    Najlepiej na tym remoncie wychodziły trepy, bo szkolenia OW nie było, więc pokazywali się tylko na chwilę w jednostce i "budulcom" zadawali robotę i pilnowanie żołnierzy tak, aby Żandarmeria Wojskowa nie miała roboty na mieście i aby profos nie musiał stałej ekspozycji w pierdlu obsadzać skazanymi.

    Wszystko skończyło się nagle z nadaniem nowego dowódcy jednostki. Dowódca Mistrza Gospodarności nie mógł zlekceważyć, więc pucowanie jednostki kontynuowano.\
    Bezrobotny dowódca zwrócił swoją uwagę na kadrę podoficerską i oficerską. Zrobił im regularną zbiórkę, stanął z boku i z niesmakiem zauważył, że szereg nie był pierś w pierś, bo uniemożliwiała to nagminna otyłość piwna.

    Dowódca na następny dzień zarządził zbiórkę na sali gimnastycznej. Każdy z zebranych miał wykonać po kilkanaście skłonów, przysiadów i pompek. Brać oficerska udawała jak tylko się dało i liczyła na rychły koniec męczarni, ale podstępny dowódca kazał indywidualnie wykonać podciąganie na drążku. Działy się straszne rzeczy, bo jedni nie potrafili podciągnąć się ani razu, a byli tacy co mieli trudności z doskoku uchwycić drążek.

    Tu nastąpiła dłuższa tyrada dowódcy, o gotowości wojska, o sprawności, o tężyźnie fizycznej. Skończyło się tym, że kadra miała popołudniową zaprawę fizyczną, jako rozgrzewkę, a potem zajęcia na sali gimnastycznej. Kadra takim potraktowaniem była mocno oburzona, a najmocniej sierżanci sztabowi, co pełnili właściwie funkcje urzędnicze.

    Być może i tężyzna fizyczna wzrosłaby wśród trepów, ale rychło nadszedł dzień wizytacji, więc zajęli się porządkowaniem całej dokumentacji jednostki.

    W dzień wizytacji przyjechał generał i przywiózł z sobą opady deszczu. Oficer dyżurny tak dziarskim krokiem podszedł do generała by złożyć meldunek, że ochlapał mu buty i spodnie rozpryskując wodę z kałuży.

    Ale na to szybko znaleziono sposób, a mianowicie żołnierze z biura przepustek, na bieżąco szmatami osuszali kałuże na placu apelowym

    Żołnierze, z tego widać, że nie tylko powinni trzymać gotowość i tężyznę fizyczną, ale również dysponować szmatami, czy dzisiaj bardziej współczesne mopy, aby zapewnić właściwe podejście oficera dyżurnego do przełożonego podczas składania meldunku.

    Budulec - st. kapral
  • @Jasiek 20:14:58
    Dzięki za wizytę:)
  • @tadman 00:50:55
    No wicie-rozumicie, a za sanacji, yyy, no, ogóle przed wojną taki oficer to ni miał szans zapuścić brzucha. Bo miał wuef i kolegów tłukł szablą. W ogóle oficer przed wojną to miał dziwne życie. Na ulicy się nie mógł pokazać inaczej niż odpicowany (prawie jak te opony malowane pastą). Nie mógł nic nieść w rękach (zdaje się poza wyjątkami typu: teczka, bukiet). Czyli nie mógł np. uczestniczyć w służbowej przeprowadzce. Graty tachali: żona i najęci pracownicy. A z drugiej strony sam brał udział w zaprawie, którą zarządził. Itd itp.

    Budulca słyszę po raz pierwszy. Szkoda, żeby taki folklor ginął. Tak sobie myślę, że przy pierwszej okazji trzeba budulca wprowadzić na jaja.

    A propos robót dziwnych i niepotrzebnych robionych przez wojsko ręcamy kotów i roczników starszych. Jak se Gryzia czasem kupi coś wojskowego, to na ogół jest to rzecz jak z igły. Bo np. spodnie (tu w eter idzie rzewna prośba o umożliwienie kupna marynarskich spodni wełnianych zimowych, tych najgrubszych, które same stoją także PO praniu), no owszem, z resursów. Czyli nowe, nie używane, ale leżące w magazynach ileś tam LAT. I co? I są świeże. Czyli ktoś te magazyny przez te lata zamiatał, odkurzał, wietrzył. Albo taka sarna (Sarna II nadwozie od Stara, niestety ku żalowi SWT wybebeszone). No owszem, dokopał jej poprzedni właściciel (cywil). Ale to, czego nie ruszał, to pozostało od lat bodajże 80tych pomalowane, wycacane itp. W sumie w całej tej sarnie mamy do zrobienia "tylko" zabezpieczenie p.korozyjne i załatanie dziur powstałych z winy cywilbandy. Bo wcześniej ktoś przez te lata dbał o sprzęt, pastował go i malował, dzięki czemu sprzęt zachował zdolność bojową. No, działkową powiedzmy:).

    Nie wiem tylko jak zrobić, żeby PP se poczytał moje historyjki. Z tych paru hasełek widać, że historia sportu i sam sport są zjawiskami wielce złożonymi i niejednorodnymi zarówno co do genezy, jak i obecnych funkcji.
  • Do bezkropki
    Sie zrobiło i zaproszenie do zajrzenia tutaj PP otrzymał.
  • @tadman 11:17:12
    Wiem, widziałam. Dziękuję. Szersze podziękowanie masz na jajach, bo promowanie jaj jest jednym z moich celów (oprócz promowania sportu, czytelnictwa i wartościowych blogerów, takich jak jeden nasz wspólny ulubiony).
  • @tadman 00:50:55
    Ale to prześliczna opowieść!!! A o szmatach - to wiśnia /granat/ na tym torcie.
    Co to znaczy: budulec?
  • @bez kropki
    Jeden nasz znajomy zawsze gadał, że sport to najkrótsza droga do kalectwa. Przeto jego zdolne dziecię nauczało się języka Burów i podobnych ekstrawagancji. Głupie to nie było, jak się potem okazało /w dyplomacji/.

    Ponieważ zaraz letem na rehabilitację /trzykrotny kołnierz ortopedyczny ongi, po tęgich rymsnięciach z konia, w tym ostatni na przeszkodzie, ale za to wraz z koniem/, przeto wklejam mój stosunek do sportów "państwowych", ergo - za naszą forsę, co tom ten stosunek wyraziła u Panthera:

    @PINK PANTHER
    Mam zdecydowanie negatywny stosunek do "państwowego" sportu. Nie uważam, iż predylekcja jakichś facetów i facetek do skakania, rzucania czymkolwiek, kopania czy biegania w kółko winna być płacona z moich pieniędzy - ergo: podatków. Skutek jest zawsze taki sam: patologia urzędniczych basiorów i basiorek, o której piszesz, Szanowny Pantherze i bezradność finansowa rodziców wobec normalnego sportu swoich dzieci. Czego skutkiem oczywistym jest gromadne zasiadanie przed telewizorem i wzmożenie emocjonalne chwilowe, gdy jakiemuś zawodnikowi coś tam się uda rzucić, podnieść czy wybiegać. ZASIADANIE przed telewizorem - podkreślam. A więc ideał zarządzania emocjami. Narodowa nirwana przy czipsach i piwie.

    Wiem z doświadczenia, że mając zdolne w jakiejś dziedzinie dziecko - trzeba mieć grubą forsę, by pchnąć taką sytuację na tory prawdziwego sportu. Moje dziecko wygrywało wszystkie zawody w skokach przez przeszkody, zdobyło puchar szkółek jeździeckich w długim ciągu zawodów. Na koniach szkółkowych, a więc to nie były jakieś specjalnie "nadzwyczajne" konie, trenowane do sportu końskie gwiazdy. I nikt ze świata jeździeckiego zdolnym i dzielnym chłopakiem się nie zainteresował. Natomiast rodziców absolutnie nie było stać na zapewnienie mu indywidualnej ścieżki sportowej. Bo to bardzo droga ścieżka, jeśli idzie o konie. To przykład zapewne nieco ekstrawagancki, skrajny, ale sądzę, iż taki problem tyczy wielu rodziców przy tzw. normalnych dziedzinach sportu. Czyli: zabieranie pod przymusem pieniędzy ludziom i futrowanie nimi bardzo małego środowiska z patologiami, o których była mowa w Twojej notce.
    KOSSOBOR

    My z synem, naturalnie, spadaliśmy z koni na własny rachunek.

    Pozdrawiam serdecznie.
  • @Pink Panther
    Drogi Pantherze, odpowiadać na NE nie musisz, skoro zrobiłeś to już na SE:). Podziękowania przyjęte, a tak w ogóle, to mnie chodziło tylko o to, by garścią śrutu z krzaków wspomóc z boku Twą salwę automatyczną:).

    W mym osobistym pojęciu i na mocy poczynionych obserwacji, sport wyczynowy i mafia to prawie podobne rewiry. Z tą różnicą, że działacze społeczni pracujący w dyscyplinach „niekochanych spontanicznie przez lud” nie są póki co ubierani w betonowe buty. Zawszeć to ulga.

    Jednego takiego Orlika widzę ze swego okna. Przez 99% czasu stoi PUSTY ORAZ ZAMKNIĘTY. Równocześnie miasto NIE znalazło kasy na np. dosadzenie drzew, dosianie trawy, postawienie paru ławek, żeby powstała mała przestrzeń, gdzie dzieci w różnym wieku;) mogłyby dać upust swej naturalnej ruchliwości. W parkach alejki wykładają kostką Bauma (i weź tu pojeździj na rolkach, wrotkach, rolkach, hulajnodze!). Asfalt zrywają z uporem godnym lepszej sprawy, tfu.
    A naród w większości:
    - krzywy (wady postawy)
    - z zespołem bólowym kręgosłupa i okolic,
    - z niedoborem wit D. i wynikłymi tegoż skutkami .
    Nosz można zapaść na teorię spiskową! Jurgieltnicy to robią, albo idioci. Tertium non datur.
    Ale co będziem teoryjospiskowali – lepiej wziąć kije w garść i pójść do pracy na piechty z plecakiem:) a potem na działkę w celu poaktywowania się fizycznie i złapania nieco wit. D. Każdemu serdecznie polecam ćwiczenia ogólnorozwojowe oraz zamianę pilota na buty do chodzenia:).
  • @tadman 00:50:55
    Sprostowanie - nie olimpiada (TFU!) sprowokowała Gryzię, lecz waga problemów okołosportowych poruszonych przez ulubionegonaszegoblogera.
  • W temacie sportu,
    a raczej promowania jego wyczynowej i dochodowej (oj, bardzo) strony moja opinia koncentruje się raczej na tym, że chodzi o to, żeby nas wszystkich przyzwyczaić do nieustannej konkurencji, taka praktyczna demonstracja darwinizmu. Najsilniejszy, najszybszy może być z definicji tylko jeden.

    Zapadła mi w pamięć historia, (ale już nie jej źródło), że gdzieś w Hameryce odbywał się maraton nauliczny. I w tem maratonie biegł (chyba) sierżant z piechoty morskiej i jakiś inny chłopak, któremu po kilku kilometrach zabrakło tempa i chciał się wycofać.
    Jak ten sierżant to zobaczył to się do tego chłopaka przyłączył (znaczy zwolnił) i biegnąć z nim nadawał mu tempo tak, że razem ukończyli bieg, oczywiście gdzieś w środku, albo pod koniec stawki.
    Komentarz redaktora, (o ile dobrze zapamiętałem) przychylny dla tego marinsa, ale był taki, że sierżant poświęcił własną wygraną, na którą miał pono realne szanse, za co dostał (marins) nagrodę ferpleja.

    I taka jest koncepcja współczesnego sportu, zwycięstwo jest zwycięstwem nad innymi (brawo ja), a chyba coraz mniej nad własnymi słabościami, jak to podobno było u zarania. I tak samo jest z nagrodami.
    Nie wiem czy udało mi się klarownie zapisać myśl w słowa.

    Pomijam inne aspekty, które już zostały wyłożone, bo przecież jeden cel może się z drugim uzupełniać.
  • @Ywzan Zeb 14:33:54
    Cenne uzupełnienie.
    A w międzyczasie mnie się nasunęło jeszcze cóś. Bo pisząc powyższego posta oraz komenty tu i na jaja, zapomniałam se jeszcze o jednej ważnej rzeczy (historia i cele sportu na tle dziejów). Tj. o czym oprócz Sisi i sokolstwa se zapomniałam. Otóż Izrael. Słusznie jeden z dyskutantów u PP zauważa, że „wcześniej” Żydzi nie słynęli raczej z tężyzny fizycznej. Z pozycji „ulicznego obserwatora” zauważa to Monika Żeromska w swoich Pamiętnikach. Wśród jej refleksji z jej podróży do Izraela czytamy także i to, że hoho, służy ta Ziemia Święta tym Żydom, w Polsce to było takie pokurczone i kaprawa, a tu z tych rodziców-pokurczy jakie efeby powyrastały! Ja wiem, że klimat, dieta śródziemnomorska, nastawienie psychiczne i inne takie. Ale. Ale od czasu powstania państwa Izrael mamy silny i powszechny nacisk tamże na wuef. I taką np. Krav-magę. Czyli tera mamy tak: goje haratają w gałę (typu kopanka, szczypiorniak, kosz, co jest wysoce urazowe), a Izrael se ćwiczy krawke. Która np. u nas jest aktywnością fizyczną (waham się napisać sportem) raczej niszowym. Ja tam nie jestem teoryjospiskowcem, jeno obserwuję i wrzucam Pantherowi do ogródka oderwane fakty.
  • @Ywzan Zeb 14:33:54
    PS. A to co napisałeś o zwycięstwie nad samym sobą jest jednym z czynników czyniących niszowe szkoły walki jeszcze bardziej niszowymi. No bo co to za trener jak ma tylko ze trzech mistrzów w trenerskim siwi? A to, że wychował iluś tam niepokornych chłopaków na ludzi, że ileś tam kobit się obroniło przed chuliganem dzięki zajęciom u tegoż trenera, że ileś tam osób zauważyło, że coraz bardziej lubi ludzi i świat - to wszystko jest bez znaczenia.
  • Kropusiu :)
    Przeczytałam podany link, za Twój post 5*.
    Nie inetresuję się sportem, jednak jak przeczytałam o tym dopingu to sobie pomyślałam, że może tego sportowca wrobiono. Nazwisko nic mi nie mówiło, dopiero PP mi wyjaśnił, że to był złoty medalista z Londynu. A jak przeczytałam, że ćwiczył pod mostem to mogę tylko utwierdzać się w pierwszym odczuciu jakie miałam po usłyszeniu tej wiadomości.

    Coś mi ten nasz obecny sport przypomina korporację show-biznesu. Gdzie ci, którzy wywalczą te medale są takimi osobami jaki inni w fabryce przy taśmie montażowej. A śmietankę spijają inni. A może ja się mylę?
  • @leoparda 18:28:23
    "Coś mi ten nasz obecny sport przypomina korporację show-biznesu. Gdzie ci, którzy wywalczą te medale są takimi osobami jaki inni w fabryce przy taśmie montażowej. A śmietankę spijają inni. A może ja się mylę?"

    Aż tak źle to chyba nie jest. "Lewy" i jego Andźka mają fajną chałupę i niezłe bryki. Isia też byle czym nie jeździ podobnie jak i Małysz czy inny Kowalczyk ;-) Chciałbym żeby takich majętnych sportowców i w ogóle wszystkich co najmniej tak majętnych było baaaardzo dużo.
  • @leoparda 18:28:23
    Nie, nie mylisz się. Dochodzi już do tego, że zawodowi komandosi na emeryturze są w o wiele lepszym, stanie niż emerytowani sportowcy wyczynowcy. A przecież w powszechnym pojęciu "sport to zdrowie" a służba wojskowa, to najcięższa rzecz, jaka się może człeku trafić.
    Owszem, paru emerytowanych wyczynowców z najwyższej półki zdołało se zgromadzić kasiurę za którą teraz się remontują na stare lata i mają się dobrze, ale to jednak są (wedle mego oglądu) wyjątki potwierdzające regułę;).
  • @Jasiek 19:07:41
    Tutaj nie miałam na myśli piłkarzy lecz lekkoatletów z takich mniej popularnych dyscyplin.
  • @leoparda 20:06:25
    A to tak. Ale nie miałbym nic przeciwko temu gdyby i oni mieli chaty i bryki jak "Lewy" :-)

    Ukłony.
  • @bez kropki 19:10:22
    To bardzo smutne, lecz prawdziwe. Sport wyczynowy nie jest bezpieczny.
  • @bez kropki 07:19:36
    Gryziu, forma rośnie, więc olimpiada jest naturalną konsekwencją. :)))

    Co do "budulca" to musiałby ktoś wspomóc.
    Wydaje mi się, że to dorobek jaruzelwszczyzny, jak firanki w oknach w izbach żołnierskich i "kostki" składane z ubrań (musiały mieć 40x40x40 cm*) zastąpiono wieszakami.

    Onegdaj żołnierz z poboru po średniej szkole był kierowany na szkółkę i w jednostce zjawiał się już jako kapral.
    "Budulec" mógł zostać st. kapralem lub plutonowym i pójść na zawodowego. Aby było to możliwe to trzeba było ekwilibrystyki i trzymać z trepami i nie stracić kontaktu z poborowymi. Poborowi ukuli takie pogardliwe określenie, ale "budulec" miał też frukty, bo jeśli był miejscowy lub mieszkał niedaleko to często bywał w domu, co dla np. młodego żonkosia było wygraną.
    Warto byłoby dokonać w tym zakresie jakich wykopków kulturoznawczych, by określić wszystkie implikacje natury moralnej związanej z realizacją "budowania" celów własnych przy zachowaniu dobrych relacji z obiema skonfliktowanymi stronami.

    Widzi mi się, że po rozszerzeniu pojęcia "budulec" poza strefę OW to takim modelowym może zostać podlina ryżandolowa,**

    * - wg wielu szefów kompanii miała mieć 40 cm po przekątnej,
    ** - natchło mnie, że ryżość dopełnia niezbędny zestaw cech podliny.
  • @tadman 06:36:05
    "Budulec" pochodził pewno od belek, było nie było materiału budowlanego.

    A natchło Cię chyba słusznie. Acz im dłużej mam do czynienia z podliną, tym więcej w niej odnajduję cech tasiemca.
  • @bez kropki
    Z podziwem

    M.Sz.

    .
  • @tadman 06:36:05
    Może....być może....

    .
  • @tadman 06:36:05
    Po przeczytaniu u PP komenta od Jasminum, Gryzia się rozpromieniła.
    - Cieszę się, jeśli mogłam zrobić coś pożytecznego - pisnęła. - Ale wcale nie jestem jakoś ogromnie mądra. Po prostu dużo czytam (nie harlekinów), uważnie słucham i staram się analizować. N.b. analizowanie jest naszym spadkiem rodzinnym, są opowieści o tym, jak to zdolność analizowania ratowała życie na froncie. - dodała jeszcze Gryzia po czym zaczęła zdzierać z łapek resztki taśmy dekarskiej, zmęczenia i (horrendum!) gazet. Kończyła bowiem pewien etap remontu Sarny i była tym tak ochwacona, że nie mogła się już doczekać września i rozpoczęcia treningów. Treningi były bowiem lżejsze niż dekarka.
  • @Marylka Sztajer 11:07:56
    To tak z prędkości Gryzi spod pazurków bryznęło iskrami. W przelocie między kołowrotkiem (w którym Gryzia podpuszczona przez Tadzinka produkowała już trójfazówkę), a innymi obowiązkami. Gryzia bowiem kochała sport. Sport, a nie przemysłową produkcję sterydowych kalek.
  • @bez kropki 21:27:23
    Śmiem przypuszczać, że z racji trudnego życia, podkreślanego strojem i Kupczakami to Gryzia uskutecznia ruchliwość fizyczną jakimś sportem walki; obstawiam capoeirę, bo instruktor krav magi nie zdzierżyłby wzmocnionej kanapki ze swininają tuszonkoj.
  • @tadman 23:41:16
    Jakoś trzeba Gryzi pomoc?

    .
  • @bez kropki 21:27:23
    Bardzo bym chciała waszej współpracy z różową pantera...już dawno temu na jajach pisałam wam o parterze. Jeszcze nie znslyscie jej bloga. Potem już pod pełną nazwą Pink Panther.
    Bylybyscie nie do pokonania, bo to bardzo dzielna Pani. Jak i Gryzia;)

    .
  • @Marylka Sztajer 09:06:30
    Tu wróciłbym do starej robotniczej broni, czyli zwykła bułka i pęto wieprzowej kiełbasy w dłoń. Nie oskarżą, bo na ulicy wolno jeszcze szamać. :)
  • generalnie jestem
    odporny na sport masowy i antypiłkarski jestem:)))

    i bardzo się mi z tym dobrze żyje, a na reakcje ludzi, ze nie oglądnąłem jakiegoś "mecza" wprowadza mnie w rozbawienie:))

    kiedyś w Nowym Targu zachodzę do knajpki w której jest super jedzonko i komplet stałych bywalców "jak w Wilkowyjach", ale w tv właściciel im puszcza sportowy kanał (właściwie cały czas leci ten sam kanał)...ale one mądre są...jeden gada tak :

    "co za debil rodzic pozwala córce na podnoszenie ciężarów, przecież wszystkie narządy się jej obniżą i nie będzie po paru latach trzymała moczu"...

    oglądają te kanały po wielu piwach, ale dochodzą do dosyć trzeźwych wniosków:))

    pozdrawiam... super tekst:))
  • @tadman 10:51:26
    Oooo, Tadziu! Bułka MIT kiełbasa, to jest sprawa poniekąd historyczna! I tak, Gryzia nie ma zamiaru się przejmować uczuciami pana opalonego, szama (Gryzia, nie pan) kiełbasę wieprzową publicznie i z apetytem, jak na naczelnego żercę Szajki przystało!

    Natomiast co do butów i trudności życiowych – istotnie wygodna odzież, obuwie i auto (ostatnio zaliczone przez rodzinę do obuwia) to podstawa, gdy się ma tzw. urozmaicone życie. Nie świadczy to w żadnym razie o rodzaju uprawianego sportu:). A jak już o sporcie mowa, no co ty capoeria? To dobre dla ćwierć wieku młodszych! Gryzia się już tylko rehabilituje oraz ćwiczy w tym celu, aby uciec od dalszej rehabilitacji, tj. żeby se nie wyhodować takiego garba, który będzie wymagał kolejnej rehabilitacji. Innymi słowy – Gryzia ćwiczy, bo musi, żeby się utrzymać w stanie przeciętnej przydatności do życia. (Tu z uporem maniaka polecam wszystkim z bolącymi ręcamy, plecamy, głowamy (tak, TAK, część migren też można wyleczyć nastawiając kręgosłup!) podjęcie ćwiczeń z np. Pilatesa. Tak na początek. A potem witamy w dojo.)
  • @Marylka Sztajer 09:06:30 oraz Jasminum
    W komecie do Tadzinka była mowa o trudach życia. Bardzo dziękuję za to, że odczułaś poruszenie mym losem. To rzadkie w dzisiejszych czasach, a cenne. Na szczęście większość tych rzeczy to tzw. zwyczajne życie. Fakt, trochę skumulowane. Ale w sumie nic nadzwyczajnego. Co druga osoba tak ma (i się nie skarży, więc może ja też nie powinnam, ale czasem NAPRAWDĘ nie mam już sił): babcia do przewijania, mamie pomóc, budę na działce wyremontować przed zimą, ogarniać mieszkanie (34 m2) POTWORNIE zagracone doktoratem, narzędziami i malarstwem męża, ciuchami dziecka starszego, zabawkami młodszego itp. No, praca zarobkowa, bo na prąd do kompa ktoś musi zarobić, przetwory, inne roboty działkowe, pranie ręczne sterty rzeczy co drugi dzień (bo jaśniepaństwo do roboty dekarskiej i rolniczej chodzą w lnie, jedwabiu i sizalu) i parę innych drobiazgów. Jeszcze do niedawna dochodziła opieka nad małym dzieckiem i rehabilitacja męża… Teraz młodsze dziecko nieco podrosło, a mężowi się poprawiło (i tu znowu muszę podkreślić lecznicze działanie mądrze dobranego ruchu!), więc i tak powinnam odczuwać ulgę.
    Tak więc gdyby miał mi ktoś pomagać, to musiałby to być chyba do desperacji przerażony perspektywą dożywocia (tj. nudy w celi) skazaniec. Chyba tylko taka osoba byłaby chętna do przejęcia w/w prac… I jeszcze musiałby to być skazaniec w pełni sił i zdrowia… I jeszcze musiałby być odporny na niedojadanie (podczas w/w prac rolno-budowlanych). I na gorąco. I takie tam.
    Podsumowując: Twe zapytanie podnosi mnie na duchu, ale niestety raczej muszę w/w bałagan ogarniać sama (poganiając rodzinę korbaczem do w/w ciężkich prac skazańców).

    @Marylka i Jasminum: co do współpracy z PP, to z zajęciem czytam tego bloga od dawna (dzięki zaplecenie nam go!) ! Ile razy mam coś do dodania, to nadużywam uprzejmości PT jajcarzy i oni kablują Panterowi moje kwestie. W większości przypadków nie mam nic do dodania, więc pozostaję na czytaniu. (Wyżej nadmieniałam, że moje jakieś tam ogarnięcie bierze się m.in. z uważnego słuchania/czytania mądrych ludzi. Czyli mądrzy piszą/mówią, a ja się nie wtrącam, tylko chłonę). Jak się trafiło, że miałam do powiedzenia coś więcej, to po prostu to powiedziałam/napisałam. Powtarzam, że czytam PP Z UWAGĄ, tak więc ile razy uznam, że mogę/potrafię w jakiś sposób wzmocnić pantherowy przekaz, to po prostu to zrobię:). Bo rozumne głosy mądrych ludzi trzeba wzmacniać. Takie mam blogerskie credo.
    Tak to wygląda z mojej strony. Od strony drugiej, czyli Panthera, to ścieżkę PP do mnie (via różne tropy) ma. Ale:). Ale czy statek tej wyporności potrzebuje pchacza;)? Pchacz to taki malutki stateczek do popychania barek po rzece:). Z pchacza, to może co najwyżej pilot przez radio podrzucić na mostek statku jakieś pilockie nowości o szczegółach nurtu po ostatniej powodzi:). No, tośmy se chyba wszystko wyjaśnili, i teraz wracam do mego pchania:), jak to pchacz:).
  • @trybeus 22:33:44
    Dobry kalambur o tych trzeźwych wnioskach po paru piwach;). Oraz słuszne spostrzeżenie. Jak widać zdrowy rozsądek można odnaleźć w różnych okolicznościach przyrody!
    Dzięki za odwiedziny, pozdrawiam.
  • @bez kropki 07:40:30
    Domyślałam się że masz tak zwany młyn życiowy oraz garb obowiązków. Czytam co piszesz o sobie. Na odległość nie widzę sposobu pomocy. Poza pamiętaniem w modlitwie.
    Szkoda, że nie piszesz na salonie choćby i Panthery.
    Wiem, że los komentatora który nie ma jednocześnie własnego bloga nie jest fajny. Każdy uważa że może ,, podprowadzić,, cudzy pomysł czy wiedzę. Tylko możliwość włączenia się i wskazania własnego autorskiego tekstu jakoś ratuje:) Lub pokora w przyjmowaniu takiego losu.... trybika w maszynie internetu.

    Mnie nie wystarcza czasu i siły na jakieś poważne komentowanie.
    Teraz jeszcze też i zdrowia. Tkwię ,, badawczo,, w moim Mieście, które nie jest tożsame z Gródkiem na blogu sigmy:)

    Całe możliwości moich chorych oczu są skierowane na czytanie, poszukiwania pisanie.....
    Jeszcze zaglądam tu i tam .... towarzysko....ale to się jakoś rozmywa.... Teraz trzeba dawac linki , dokumentów itp..... A ja wiem ,,po dawnemu,,, z papierowych książek ...
    I tak....
    Serdeczności
    Maryla
  • @Marylka Sztajer 09:19:31
    W sumie to czasem ukradzenie czyjegoś pomysłu bywa… dobre:). Bo ja parę lat temu wyłam do Księżyca o samoobronie spożywczej (znajdź se rolnika, kupuj polskie, od Polaka, miejscowe, sprawdzone). Nic, jak grochem o ścianę. No i parę miesięcy temu mi dziecko przyniosło ze sklepu ulotkę „swój do swego po swoje” (czy jakoś tak). Chyba Młodzież Wszechpolska zrobiła (także na fejsbuniu) taką akcję, że zgłaszają się sklepy polskie i informują, że sprzedają polskie wyroby i jest lista firm (do sprawdzenia, że polskie) oraz ogólna zachęta, by iść do nich, tj. do Polaków po polskie. I ja się ucieszyłam, bo już nic robić nie muszę (a czasu by mi na to brakowało okropnie!), ktoś inny to „wziął i zrobił”:) i rzecz się stała, a ja mam spokój:). Nie będę się prawować o prawa autorskie:). Także np. Szajkę, jakby tak zrobił ktoś mający dużo sił i czasu, to bym się też nie obraziła, a wręcz przeciwnie – bym wspomagała pomysłami. A prawa autorskie do tekstu, choćby i komenta i tak należą do danego człowieka (autora komentarza, a nie bloga), więc spokojna głowa.

    A za modlitwę dziękuję. I poproszę jeszcze, jakbyś tak czasami mogła i chciało Ci się.
  • @bez kropki 13:23:42
    No wiem. Że kradzież bywa pożyteczna;)
    Z braku czasu. I też z lenistwa pewnie...wrzucamy czasem tu i tam jakieś pomysły. Po pewnym czasie raczej znajduje się amator.....roboty:))
    Tyle, że to metoda nie dla wszystkich. Jak ktoś chce żeby było zrobione to OK.
    Ale jak chce mieć prawa autorskie..... To może boleć....
    Mam swoją robotę i mało siły do niej.....więc bardzo proszę, niech inni robią to co ważne.
    Z tym hasłem o żywności naszej , polskiej - cudne!;)
    Rozumiesz więc, że niech robi kto chce , byle szło.

    Jadę przed końcem miesiąca do moich Łagiewnik kochanych. Do Miłosiernego Jezusa. Dołączę
    Twoje intencje, tak jak je tu wyliczyłaś. Tym razem mam dużo . Chyba sobie zrobię listę:)))
    Tam się wrzuca listę intencji i jest albo koronka w danym dniu. Albo mdza zbiorcza.
    W wakacje były jakieś zmiany z okazji Dni Młodzieży. Zobaczę na czym teraz stoimy.
    Czasem to już tylko takie uwieszenie się i Bożej szaty zostaje.
    Boże , rób co chcesz...ale coś zrób!

    Jakoś damy radę.
    Nos do góry;)
    I rozetki zaczesać proszę...

    .
  • @bez kropki 13:23:42
    Gryzeldo ! Jesteś wielka, stwierdziła Marylla po przeczytaniu Gyzeldowrgo wpisu u Katany.

    ps. zgodnie z obietnicą wpisałam również Twoje intencje w Łagiewnickim Sanktuarium. Niech Cię Bóg wspiera swoją Łaską.
    Serdeczności
    M.

    .
  • @Marylka Sztajer 17:24:58
    Wszelka chwalba jest mi oczywiście przyjemna. Ale wielcy to byli Mędrcy ze Wschodu. Serio. Oni mnie inspirują od dawna. Uważam, że po winni być ogłoszeni patronami naukowców, albo chociaż powinni dostać jakiś uniwerek swojego imienia. Ja jestem tylko ich nieudolnym uczniem:).
    Dzięki za modlitwy. Jest mi/nam to niezbędnie potrzebne.
    Pozdrawiam serdecznie.
  • Pantherowi odpowiedziałam, ale
    z kronikarskiego obowiązku dodaję i tu. Uuzupełnienie tematu sportu w zamordyzmie.

    „Absurdy PRL-u antologia” Marcin Rychlewski, Vesper, Poznań 2006

    „Sport źródłem siły, zdrowia i radości życia. Zacofani, reakcyjni uczeni w państwach kapitalistycznych utrzymują, że robotnik i chłop nie potrzebują ćwiczeń fizycznych, że sama praca fizyczna powinna im zapewnić rozwój organizmu. Teorie te są oszukańcze i fałszywe. Kapitaliści nie chcą wychowania zdrowej, dzielnej i mężnej młodzieży robotniczej. Wiedza dobrze, że wychowanie fizyczne i sport będzie sprzyjać zrzeszeniu się robotników i chłopów i skłaniać ich do walki z kapitalistycznym wyzyskiem. (…)
    Nasze hasło głosi: „Poprzez wychowanie szczęśliwego i zdrowego fizycznie i moralnie społeczeństwa do socjalizmu”. Przodująca w świecie nauka radziecka i służba zdrowia w Związku Radzieckim, z której doświadczeń korzystamy, postawiła przed społeczeństwem hasło: „Zdrowie ludu jest sprawą i dziełem ludu”. O haśle tym powinniśmy i my zawsze pamiętać i stosować je w życiu codziennym”.
  • znaleziony niedawno
    kolejny przyczynek w temacie roli sportu - dla chętnych:
    http://www.andrzejszyszko-bohusz.pl/fwkfwkos.php

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

ULUBIENI AUTORZY

więcej